Site Overlay

The String Cheese Incident: Lucky Number 7

Photo by Erik Kabik Photography/ MediaPunch

The String Cheese Incident zamykają swój 25. rok z odnowionym poczuciem celu i braterstwa.

„Mówimy o siódmym członku zespołu – zbiorowej świadomości String Cheese”, mówi gitarzysta Bill Nershi, relaksując się w swoim domu w Denver w jesienne popołudnie. „Siódmy członek zespołu to sytuacja, w której wszystkie pomysły wszystkich sześciu członków łączą się w jedną rzecz. To jego własny byt, który musi być brany pod uwagę przez cały czas”.

Ćwierć wieku po tym, jak powstali, i dekadę po tym, jak zaczęli wracać do aktywnej służby po hiatusie, The String Cheese Incident nadal wyrabiają sobie markę na obwodzie livemusic. Odegrali fundamentalną rolę w rozwoju i tworzeniu znaczących festiwali, takich jak Electric Forest i Hulaween; rzucili wyzwanie tytanom branży za pomocą przełomowej sprawy dotyczącej sprzedaży biletów i zagłuszali gatunek po gatunku, dzieląc sceny z każdym, od George’a Portera Jr. do Skrillexa i GZA z Wu-Tang Clan.

„Żadna osoba nie może tak naprawdę przejąć sterów i powiedzieć: 'Zrobimy to i zrobimy to na mój sposób i zagramy ten rodzaj muzyki’, ponieważ to wytrąca równowagę z równowagi” – wyjaśnia Nershi. „Jeśli siódmy członek zespołu jest szczęśliwy, to wszystko idzie dobrze”.

Od najwcześniejszych etapów planowania, The String Cheese Incident chcieli, aby ich obchody 25-lecia były definiującym momentem w ich i tak już wzniosłej karierze. W ciągu ostatnich 12 miesięcy udało im się współpracować z takimi ikonami jak Del McCoury i młodymi pistoletami jak Billy Strings na DelFest, odtworzyć ich album Breathe z 1999 roku z Kellerem Williamsem w Red Rocks i rozciągnąć jedną z ich popisowych kompozycji, „Rosie”, w zaginającą umysł 75-minutową muzyczną sagę w Electric Forest.

„Postanowiliśmy, że naprawdę się postaramy i zagramy w wielu miejscach, w których nie mieliśmy okazji być w przeszłości”, mówi współzałożyciel Nershi’s SCI, mandolinista/skrzypek Michael Kang. „Wróciliśmy na Jazz Fest, a w tym roku dotknęliśmy każdej części kraju. Chcieliśmy uczcić tak wiele z ostatnich 25 lat, jak tylko mogliśmy.”

Jest to najnowsze w długiej linii definiujących karierę kamieni milowych dla zespołu-Nershi, Kang, basista Keith Moseley, klawiszowiec Kyle Hollingsworth, perkusista Michael Travis i perkusista Jason Hann-od ich najwcześniejszych dni buskowania na torze narciarskim w Colorado.

Na ich 20-lecie w 2014 roku, SCI zagrał darmowy plenerowy „Incident on the Hill,” tuż obok Fox Theatre w Boulder, Colo, przyciągając tłum tysięcy na ulice. „To był szalony dzień – byli ludzie na dachach budynków, zwisający ze słupów oświetleniowych. To było szalone” – wspomina Nershi. „Wokół kręcili się policjanci, którzy próbowali powstrzymać ludzi przed spadaniem z budynków. Czuć było, że to całkiem oldschoolowe Colorado; ludzie po prostu dobrze się bawili i robili to, na co mieli ochotę.”

Według Nershi, jednym z mott biegowych na 25 rok SCI i dalej jest „Let’s make it fun again”. Kiedy grupa pierwotnie zboczyła z trasy w 2007 roku, utknęła w martwym punkcie z powodu podróży, stresu i wewnętrznych nieporozumień. W 2009 roku zgodzili się zjednoczyć na kilka setów podczas Rothbury Festival – prekursora Electric Forest, prowadzonego przez członków ich zespołów zarządzających i organizujących imprezy – i skupili się głównie na krótkich, ukierunkowanych trasach w okresie, który nastąpił zaraz potem. Stopniowo powrócili do bardziej pełnoetatowego koncertowania – wydając po drodze LP Song in My Head z 2014 roku i Believe z 2017 roku – i, co najważniejsze, na nowo odkryli radość ze wspólnego koncertowania.

„Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że naszą największą przysługą dla naszych fanów jest wyjście na scenę i czerpanie z tego jak najwięcej radości”, wyjaśnia Kang. „Nie tylko dobrze wykonywać muzykę, ale także cieszyć się klimatem tego, co stworzyliśmy. To jest dla nas naprawdę ważne. I, szczerze mówiąc, czasami jest to trudne, bo ta harówka może cię wykończyć. Ale, w miarę jak przez to przechodziliśmy, byliśmy w stanie ocenić i ponownie ocenić.”

„Minęło 25 lat i są chwile, kiedy dochodzisz do punktu, w którym czujesz, że po prostu pracujesz, aby zadbać o swoją rodzinę i zapłacić za dom i tego typu rzeczy” – dodaje Nershi. „Najważniejszą rzeczą jest to, że cieszymy się z tego, że możemy grać razem na scenie, chodzić na próby i spędzać razem czas. Mamy teraz własne studio, do którego możemy pójść i rozstawić się na tydzień i po prostu jamować i pracować nad nowym materiałem lub wyszczotkować jakieś inne stare rzeczy.”

Studio zespołu, które nazwali The Sound Lab, jest jednym z kamieni węgielnych ich obecnej ery. Zostało otwarte w 2016 roku i od tego czasu jest ich kreatywnym centrum. W tandemie z ich imienną wytwórnią SCI Fidelity, Sound Lab zrodziło współpracę z Jimem Lauderdale’em, Andy’m Hallem z The Infamous Stringdusters, Lyle’m Divinsky’m z The Motet i Jerry’m Harrisonem z Talking Heads i Modern Lovers, wśród wielu innych, a wszystko to w zaciszu ich wielopiętrowego kompleksu.

Hollingsworth szybko zaznacza, że pierwotna przestrzeń prób i magazynów grupy nie była tak przyjazna. Znajdujące się w szeregu garaży i obok warsztatu motocyklowego miejsce było zaniedbane i miało nawet kilku niechcianych współlokatorów.

„Wyprzedawaliśmy Red Rocks przez trzy noce z rzędu, ale z sufitu tego miejsca, które wynajmowaliśmy, spadały szczury” – żali się klawiszowiec. „Byliśmy jak, 'Co my robimy? Dlaczego jesteśmy w takim miejscu?”

„Myślę, że Kyle chyba angażuje się w małą hiperbolę,” kontruje Kang ze śmiechem. „Nie było tam szczurów spadających z sufitu, ale zdecydowanie nie było tam tak miło – w zasadzie był to garaż z kawałkiem gówna”.

Nershi wspomina również, jak ich oryginalna przestrzeń, którą wynajmowali przez ponad dekadę, miała „zgrzytliwą” warstwę kurzu, która pokrywała wszystko. „Dostawał się on do wszystkich naszych urządzeń i oczywiście do naszych płuc” – mówi.

Kiedy dowiedzieli się, że ich przyjaciel sprzedaje stary magazyn muzyczny/przestrzeń handlową w pobliżu, wydawało się, że to dobra okazja, aby uciec z garażu. I choć niektórzy członkowie zespołu byli początkowo zdenerwowani, aby zainwestować, szybko zdali sobie sprawę z wartości posiadania kreatywnego centrum dla siebie.

W 2015 roku rozpoczęli budowę swojego nowego, dwupiętrowego Sound Lab, które znajduje się około milę od ich poprzedniej obskurnej przestrzeni, poza Boulder. Teraz potrzebują tylko przypływu inspiracji i są gotowi do nagrywania. I zamiast być przywiązanym do EP-ki czy spójnego tematu albumu, członkowie zespołu mogą wypuszczać single, które wkraczają i wychodzą z ich niezliczonych dźwiękowych odcieni.

„Dostajemy tę naprawdę ładną mieszankę,” mówi Hollingsworth. „Usłyszałem ostatnio cytat: 'Jeśli nie podoba ci się to, co gra Cheese, po prostu poczekaj pięć minut'”.

„W zespole jest tak wiele wpływów”, dodaje Nershi. „Jason i Travis mają te elektroniczne wpływy, ale mogą też wpaść w jakieś szalone latynoskie lub afrykańskie rytmy. Kyle i Mike mogą grać jazz lub funk. Keith i ja możemy wprowadzić bluegrass i Americana, albo po prostu domowy rock. To produkt, w którym mówimy 'Tak’ pomysłom ludzi i podążamy za nimi, niezależnie od stylistyki.”

Te wpływy nigdy nie są bardziej widoczne niż na corocznych obchodach Hulaween zespołu w malowniczym Spirit of the Suwanee Music Park na Florydzie.

Od 2013 roku, Hulaween zgromadził eklektyczną mieszankę aktów na wielodniową celebrację muzyki, sztuki i, jak można się spodziewać, szaleństwa Halloween, wszystko zakotwiczone przez wiele setów String Cheese Incident. Taneczne propozycje sekstetu w ciągu dnia prowadzą do improwizacyjnych eksploracji późno w nocy i teatrów kostiumowych z dużą ilością coverów. W tym roku zespół rzucił wyzwanie tematowi lat 90-tych, wykonując szeroki wachlarz coverów, czego przykładem może być zmiana w połowie setu z „Even Flow” Pearl Jam na „Waterfalls” TLC. (Dla Nershi’ego, punktem kulminacyjnym było otwierające SCI wykonanie „Give It Away” Red Hot Chili Peppers, które dało mu rzadką szansę na pokazanie swoich umiejętności rapowania).

Podczas godzin wolnych od pracy na tegorocznym Hulaween, członkowie zespołu zostali zauważeni jak grają w festiwalowym kasynie Frick Frack, które pozwala fanom obstawiać i wygrywać bezgotówkowe nagrody. Zlokalizowane w słynnej instalacji artystycznej Spirit Lake, kasyno dało The String Cheese Incident szansę na spotkanie z fanami i wyrzucenie z siebie pary. Perkusista Hann wziął nawet na siebie kilka zmian jako krupier.

Nershi uważa siebie za jednego z największych zwycięzców tego weekendu, zabierając do domu głowę lalki, jedną z jej rąk i – pièce de résistance – zdjęcie z autografem Hulka Hogana, które teraz zajmuje honorowe miejsce u podstawy jego wzmacniacza na scenie.

Od samego początku, The String Cheese Incident zapewnili, że ich występy pozostają zabawne i świeże poprzez zmianę setlist i utrzymywanie linii komunikacyjnych szeroko otwartych. I chociaż sześciomiesięczna przerwa w nowym roku da im szansę na złapanie oddechu, widzą siebie z powrotem w trasie raczej wcześniej niż później.

„Czasami jest trudniej niż innym, ale właśnie dlatego wciąż jesteśmy razem,” mówi Nershi o poświęceniu SCI dla międzyludzkiej harmonii w trasie. „Nie wstajesz, nie odchodzisz i nie chowasz urazy do kogoś innego z zespołu. W tym momencie na pewno rozumiemy się całkiem dobrze, znamy swoje osobowości. Bardzo łatwo byłoby każdemu w zespole przycisnąć kogoś innego i naprawdę go wkurzyć. Ale kiedy mamy różnice zdań, naprawdę staramy się je rozwiązywać.”

Pomiędzy datami tras koncertowych, zespół uczestniczył w wielodniowych odosobnieniach, aby przepracować swoje problemy poprzez terapię grupową i ćwiczenia budujące zespół. Wykorzystują te wyjazdy również jako okazję do planowania przyszłości, zadając sobie pytania: Jak będzie wyglądał następny rok? A może następne pięć? Następne 10?

„To praca w toku”, wyjaśnia Kang ze śmiechem. „Myślę, że to jedna z mocnych stron zespołu, ale też jedna z najtrudniejszych części zespołu. Zawsze powtarzam, że bycie w tym zespole to jak bycie żoną czterech lub pięciu innych facetów.”

Gry improwizacyjne to kolejna metoda samodoskonalenia się SCI, utrzymująca ich wyostrzone zmysły i przypominająca o równości. „Bierzemy prosty pomysł na melodię i gramy go, a potem pozostali członkowie zespołu muszą się tego nauczyć. Po tym, jak jeden z członków ją zagra, przechodzi ona do następnej osoby” – mówi Nershi. „Do czasu, gdy wszyscy nauczą się tego jednego małego pomysłu melodycznego, ktoś go zmieni i znów będziemy kręcić się w kółko”.

I to poczucie wdzięczności zdefiniowało ich ostatnie sesje. „Musimy być naprawdę wdzięczni za nasz sukces”, wyjaśnia Nershi. „Nie jesteśmy U2, ale są tysiące zespołów, które nie osiągają takiego poziomu, na jakim my jesteśmy. Musieliśmy włożyć w to dużo pracy. Jesteśmy po prostu bandą narciarzy z Kolorado.”

***

Mimo, że jesteśmy jednym z najdłużej działających zespołów trzeciego pokolenia i istniejemy w centrum mini-empiru, który przez lata obejmował management, wytwórnie, biura podróży, imprezy i sprzedaż towarów, członkowie The String Cheese Incident nie weszli do przemysłu muzycznego dla sławy czy pieniędzy. W rzeczywistości chodziło głównie o ich zamiłowanie do spędzania czasu na świeżym powietrzu.

„Nasza wspólna więź, przynajmniej dla naszej czwórki – Keitha, Billy’ego, Travisa i mnie – kiedy zaczynaliśmy w Crested Butte, Colo, była jak, 'Woah, wszyscy lubimy mieszkać w górach!'” wspomina z sentymentem Kang. „Wszyscy jeździliśmy na nartach i mieliśmy takie same powody, aby tam być”.

Kang wspomina, jak we wczesnych dniach SCI, kiedy nie występowali za roczne karnety narciarskie, wyruszali na „szalone przygody” po Stanach Zjednoczonych. Wędrował w górę i w dół północnej krawędzi Wielkiego Kanionu z Travisem, działał na rzecz ochrony środowiska dla Greenpeace z Moseleyem i spędził sporo czasu w Telluride z kilkoma nowo poznanymi kolegami z zespołu.

Nershi początkowo wjechał do Crusted Butte na zasadzie skowronka – jeżdżąc swoim używanym szkolnym autobusem – a wczesne lata SCI były stopniowym, naturalnym postępem. Po graniu przypadkowych koncertów w duecie Après-Ski, Kang i Nershi zwerbowali Moseley’a, a wkrótce potem Travisa, który początkowo grał na perkusji. The String Cheese Incident przez pewien czas koncertowali i nagrywali jako kwartet, często współpracując z Brucem Hayesem. Hollingsworth zaczął udzielać się na kilku koncertach i „wbrew swojemu lepszemu osądowi” oficjalnie dołączył do zespołu w 1996 roku. Hann, ostatni element układanki, dołączył na stałe do grupy pod koniec 2004 roku, w trudnym okresie, kiedy kwintet miał problemy z komunikacją i chciał poszerzyć swój muzyczny kierunek.

„Sześcioosobowy skład jest naprawdę inny – to większa maszyna z większą ilością części, ale to całkiem fajna zabawa,” mówi Nershi. Jak dowodzi ich teoria „siódmego członka”, wydaje się, że znalezienie równowagi jest kluczem dla członków SCI, nawet poza samym zespołem. Wszyscy oni realizują swoje pasje na boku, niezależnie od tego, czy są to projekty muzyczne – Travis i Hann od dawna występują jako psych-impov duo EOTO – czy też inne media.

W uzupełnieniu do swojego solowego materiału, Hollingsworth dorabiał jako piwowar, tworząc kilka piw o tematyce SCI, organizując degustacje na festiwalach, a nawet współpracując nad Ground Score IPA z Relix i SweetWater Brewing Company z Atlanty. W międzyczasie Kang spędził ostatnią dekadę rozwijając swoją rozległą posiadłość i pracując nad wymarzonym domem dla swojej rodziny w Santa Cruz, Calif.

Wszystkie te zewnętrzne dążenia pomagają zespołowi w kształtowaniu własnej zdolności do łączenia sześciu odrębnych osobowości w jedną kreatywną wizję. To z kolei sprawia, że zespół przyciąga zróżnicowaną publiczność, w której skład wchodzą dzieci EDM, bluegrassowi twangerzy, miłośnicy jambandów i wszystko pomiędzy.

„Dobrze jest być zaangażowanym w coś, co jest tak różnorodne muzycznie jak my”, mówi Kang. „Byliśmy otwarci na wiele zmian na scenie. Zawsze dobrze jest spojrzeć tam i zobaczyć młodszych ludzi, starszych – po prostu naprawdę mieszany tłum.”

Po przełomowym roku, pamiętnej trasie i ćwierćwieczu koncertów za oknem, przyszłość własnego dziedzictwa sekstetu na pewno się pojawi. Za ile lat, jak The String Cheese Incident chcieliby być zapamiętani?

„Jako grupa ludzi, która włożyła w coś tak wiele energii, myślę, że chcesz czuć, że miałeś pozytywny wpływ na ludzi, z którymi współdziałałeś,” odpowiada Kang. „To byłoby prawdopodobnie najlepsze dziedzictwo, jakie moglibyśmy po sobie pozostawić: zapewniliśmy ludziom coś pozytywnego i poruszyliśmy wielu ludzi. Poza tym, to już ocenią historycy. „

„Społeczeństwo w tej chwili jest bardzo intensywne i bardzo stresujące”, podsumowuje Nershi. „To jest stresujący świat dla wielu ludzi. Jeśli moglibyśmy zostać zapamiętani jako zespół, który może zabrać ich z tego stresującego świata i przenieść ich w inny wymiar na noc lub na trzy noce, to myślę, że odniesiemy sukces.”

Ten artykuł pierwotnie ukazał się w numerze Jan/Luty 2020 magazynu Relix. Aby uzyskać więcej funkcji, wywiadów, recenzji albumów i więcej subskrybuj poniżej.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.